logo_rpo

Restauracja Kościoła Mariackiego i Kościoła Najświętszego Serca Jezusowego w Słupsku
jako elementów europejskiego Szlaku Jakubowego

w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Pomorskiego  na lata 2014-2020, Osi Priorytetowej 8 Konwersja, Działania 8.3
Materialne i niematerialne dziedzictwo kulturowe współfinansowanego z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego


button_strona-glowna button_szlak-jakubowy button_kosciol-mariacki button_kosciol-nsj button_galeria button_kontakt


 
Strona internetowa Kościoła NSJ w Słupsku - kliknij


Krótki rys historyczny kościoła i parafii

Najświętszego Serca Jezusowego w Słupsku



Kościół parafialny p.w. Najświętszego Serca Jezusowego znajduje się w prawobrzeżnej części Słupska,  na niewielkim wzniesieniu, w pobliżu Starego Cmentarza. Jego imponująca bryła i wysoka wieża są  widoczne niemal z każdego punktu miasta. Popularny "kościół na górce" jest miejscem, do którego  często  zaglądają słupszczanie, czy to w drodze na cmentarz, czy też wracając z pracy lub szkoły.
Pierwsze wzmianki o istnieniu w Słupsku kościoła sięgają dwunastego wieku. Gród kasztelański istniał wówczas na prawym brzegu Słupi, na nieistniejącej dziś wyspie utworzonej przez jedną z odnóg rzeki. Kościół św. Piotra, zapewne drewniany, wybudowano na podgrodziu - w miejscu, gdzie prawdopodobnie kiedyś istniało miejsce kultu pogańskiego, a dzisiaj znajduje się nasza świątynia.
Parafia słupska pierwotnie należała do diecezji kamieńskiej. W wyniku walk pomiędzy księciem zachodniopomorskim Barnimem I a księciem gdańskim Świętopełkiem (1227-1236) ziemia słupska znalazła się we władaniu Świętopełka oraz weszła pod jurysdykcję arcybiskupa gnieźnieńskiego. Okres ten okazał się łaskawy dla słupskiej parafii - stała się siedzibą archidiakona, rezydował tu również gnieźnieński sufragan Dominik. Archidiakonat odpadł od diecezji gnieźnieńskiej w 1307 roku i istniał do 1317 ponownie jako część diecezji kamieńskiej. Książę Świętopełk dokumentem z 27 marca 1240 roku potwierdził, że Słupsk i okoliczne osady tworzyły wówczas jedną parafię św. Piotra.
W okresie pierwszej lokacji (1265) miasto znajdowało się już na lewym brzegu Słupi, w miejscu dzisiejszej Starówki. W 1278 roku założono tam klasztor dominikanów. W tym czasie w mieście funkcjonowały już dwa kościoły - oprócz kościoła św. Piotra istniał również kościół św. Mikołaja, przy którym działał klasztor norbertanek. Dokument fundacyjny klasztoru dominikanów wspomina także o istnieniu w grodzie kaplicy książęcej p.w. Najświętszej Maryi Panny.
W czternastym wieku drewniany kościół zastąpiono murowanym, który wybudowano w stylu gotyckim.  Niewiele jednak o nim wiemy, gdyż dotrwał do 1616 roku, gdy strawił go pożar.
 Od połowy szesnastego wieku Słupsk stał się miastem brandenburskim. W tym czasie rozszerzały się ruchy  reformacyjne. Zaowocowały one tym, że w 1534 roku słupskich zakonników wypędzono z miasta, a kościoły  ograbiono. Od tego czasu istniały w nich zbory protestanckie. Rozpoczęła się również działalność misyjna  wśród Kaszubów i Słowińców, zaczęto publikować przekłady Biblii i ewangelickich katechizmów z  niemieckiego na język słowiński. Stopniowo jednak starano się ograniczać zasięg języka ludowego w życiu  oficjalnym, a od 1643 roku użycie dialektu kaszubskiego ograniczono tylko do lekcji religii. Do pierwszych lat  osiemnastego stulecia zachowano też zwyczaj głoszenia kazań w tym języku. W miarę rozwoju Brandenburgii a  później też państwa pruskiego Słupsk stawał się coraz bardziej miastem niemieckim.
 Po pożarze kościół świętego Piotra odbudowano w tym samym miejscu i rozbudowano. Nowa świątynia zaczęła służyć wiernym w 1697 roku. Jednak i ona nie przetrwała długo, gdyż w połowie dziewiętnastego wieku rozebrano ją, a na jej miejscu postawiono obecnie istniejący duży kościół. Oddano go do użytku w 1869 roku, posiada 200 miejsc siedzących oraz 48-metrową wieżę.
Połowa dziewiętnastego wieku to okres odradzania się w Słupsku parafii katolickiej. Wiernymi byli przede wszystkim polscy robotnicy sezonowi, którzy przybywali do Prus w poszukiwaniu pracy. Stopniowo zaczęli oni osiedlać się w mieście. Od 1850 rozpoczęły się regularne nabożeństwa katolickie, celebrował je kapłan przyjeżdżający z Koszalina, tam  bowiem znajdowała się parafia, która obejmowała swoją jurysdykcją ziemię słupską. W Słupsku nie było wówczas kościoła katolickiego, dlatego postanowiono wybudować nowy. Za patrona obrano świętego Ottona, biskupa-misjonarza z Bambergu, który przyczynił się do chrystianizacji Pomorza. Miejsce, które wybrano na budowę też było nieprzypadkowe - nowy kościół postawiono na wzgórzu przy dzisiejszej ulicy Partyzantów, gdzie kiedyś znajdował się pierwszy słupski gród. Kościół parafialny p.w. św. Ottona poświęcono 11 grudnia 1873 roku. Razem z kościołem wybudowano plebanię oraz szkołę katolicką.
Katolicka parafia św. Ottona miała w swej przedwojennej historii dwóch wielkich proboszczów. Pierwszym z nich był ks. Adolf Pojda (urzędował w latach 1917-1926) - polski Ślązak, który prowadził dla swoich wiernych duszpasterstwo w języku polskim. Naraził się tym na represje ze strony władz niemieckich, które w działalności księdza dopatrywały się zagrożenia dla niemieckości miasta. Po licznych procesach wytaczanych księdzu zmuszono go do opuszczenia miasta.
Następcą ks. Pojdy był ks. Paweł Gediga (1927-1945), Polak, który z własnego wyboru stał się duszpasterzem Niemców, a potem w czasie wojny pomagał wszystkim bez względu na narodowość i wyznanie. W duszpasterstwie posługiwał się językiem niemieckim, jednak starał się, by jego parafia była przyjazną dla wszystkich. Ksiądz Gediga szukał jedności katolików w upowszechnianiu znajomości liturgii oraz śpiewów w języku łacińskim. Po dojściu Hitlera do władzy chór "Cecylia" istniejący przy parafii był jedyną formą dozwolonej działalności.
8 marca 1945 roku do Słupska wkroczyła Armia Czerwona. Miasto zdobyto praktycznie nietknięte. W ciągu kilku pierwszych tygodni żołnierze splądrowali i spalili całe śródmieście, miasto zmieniło się w wielkie gruzowisko. Do takiego miasta w maju 1945 roku przybył ks. Jan Zieja, który pragnął rozpocząć tu działalność duszpasterską. Zamieszkał przy kościele św. Ottona, jedynym wówczas kościele katolickim w mieście. Kościół wymagał uporządkowania, aby móc zacząć sprawować tam sakramenty. Dzięki pomocy okolicznych mieszkańców kościół doprowadzono do porządku, od tego czasu rozpoczęto tam regularne msze święte, na które przybywali Polacy z całego miasta.
W momencie przybycia ks. Ziei do Słupska nie istniała jeszcze żadna władza kościelna, która obejmowałaby  kanonicznie tzw. Ziemie Odzyskane. Dopiero 15 sierpnia 1945 roku Prymas Polski kard. August Hlond na  mocy uprawnień nadanych mu przez Stolicę Apostolską ustanowił Administrację Apostolską w Gorzowie, a na  jej czele postawił ks. dr Edmunda Nowickiego i udzielił mu uprawnień przysługujących biskupowi. Dopiero w  tym momencie możliwe było, aby ks. Jan Zieja otrzymał oficjalnie nominację na urząd proboszcza parafii św. Ottona w Słupsku.
Kościół św. Ottona okazał się za mały, aby pomieścić wszystkich wiernych, którzy chcieli uczestniczyć we mszy  świętej. Konieczne stało się uporządkowanie również innych kościołów - jako pierwszy doprowadzono do  porządku kościół św. Piotra, potem kościół św. Jana (przemianowany później na św. Jacka). Kościół mariacki  spalony po wkroczeniu Armii Czerwonej nie nadawał sie do rozpoczęcia kultu, dlatego ks. Zieja zawiązał  komitet, który miał na celu odbudowę świątyni. Oprócz posługi w czterech kościołach w Słupsku, duszpasterz  objeżdżał regularnie również kościoły wokół miasta.
Aktywność ks. Ziei koncentrowała się wokół działalności charytatywnej i patriotycznej. Przy kościele św. Ottona założono Dom Matki i Dziecka, duszpasterz sprowadził też do miasta siostry urszulanki SJK, które zaczęły opiekować się dziećmi i młodzieżą. Prowadziły wówczas również stołówkę dla pracujących. Po licznych przeprowadzkach siostry otrzymały dom przy ul. 1 Maja 8 (dzisiaj Armii Krajowej 8), gdzie pracują do dziś.
W 1947 roku ksiądz Zieja poprosił Administratora w Gorzowie o wikariusza, który pomógłby mu w wypełnianiu coraz większej ilości obowiązków. W odpowiedzi otrzymał pismo, w którym zwalniano go z funkcji proboszcza w Słupsku, a nową słupską parafię ustanowiono w kościele św. Jacka. Na jej czele stanął ks. Karol Chmielewski, który objął funkcję dziekana. Kościół św. Ottona oddano siostrom franciszkankom klauzurowym (dziś zgromadzenie to używa nazwy Klarysek od Wieczystej Adoracji). Siostry zaadaptowały kościół wraz z przyległym budynkiem przy ul. Henryka Pobożnego do celów klasztornych. Ich posługa modlitewna przed wystawionym Najświętszym Sakramentem trwa tam nieprzerwanie do dziś.
 Historia parafii św. Ottona nie skończyła się jednak w 1947 roku. Jej siedzibę przeniesiono do kościoła św. Piotra.  Proboszczem został ks. Henryk Hilchen, który zmienił tytuł kościoła na Najświętszego Serca Jezusowego. Od tego czasu  parafia zaczęła używać nazwy Parafia św. Ottona przy kościele Najświętszego Serca Jezusowego. Pierwsze lata istnienia  parafii w nowym miejscu przebiegały pod znakiem porządkowania spraw związanych z funkcjonowaniem kościoła oraz  rozpoczęciem regularnej katechizacji.
 W styczniu 1953 roku parafię objął nowy proboszcz - ks. Wincenty Lesiak. W czasie swojej ponad trzydziestoletniej  posługi przygotował do przyjęcia sakramentów wiele pokoleń powojennych słupszczan. Jego upór i zdecydowanie  doprowadziły do tego, że pomimo trudności, jakie stawiały władze państwowe, udało mu się przeprowadzić wiele remontów i prac budowlanych. W latach 1957-1960 przeprowadzono remont prezbiterium kościoła, efektem którego powstała imponująca polichromia na wewnętrznych ścianach absydy. Jej autorem był artysta malarz Tadeusz Drapiewski. W latach 1967-1970 dobudowano do kościoła zespół salek katechetycznych, a w latach 1976-1979 wstawiono nowe witraże wzorowane na dwunastowiecznych witrażach z Chartres.
W czasie posługiwania ks. Lesiaka w naszej parafii czyniono starania mające na celu wybudowanie nowych  świątyń w miejscowościach odległych od kościoła parafialnego a należących do naszej parafii. W ten sposób  wybudowano kościół w Jezierzycach i odbudowano świątynię w Wieszynie, które później stały się zalążkami  samodzielnych parafii.
 Ksiądz Wincenty Lesiak przeszedł na emeryturę w 1985 roku. Jego dzieło kontynuowali kolejni  proboszczowie  - w stodole na osiedlu Akademickim powstała nowa parafia p.w. św. Jana Kantego, a na  osiedlu Hubalczyków rozpoczęła działalność parafia wojskowa. Staraniem mieszkańców podsłupskich  Siemianic również i tam stanął kościół, a jego patronem został św. Józef Rzemieślnik.
 2 października 1991 roku ponownie zmieniono tytuł parafii - Najświętszego Serca Jezusowego w Słupsku.


Spóźniona secesja


miasto | media | 23.12.2009
Wielu ludzi, którzy przypadkowo pojawiają się w słupskim kościele pw. Najświętszego Serca Jezusowego jest przekonanych, iż podziwiają w jego wnętrzu oryginalne secesyjne polichromie. Są one doskonale wkomponowane w klimat kościoła, więc trudno uwierzyć, że powstały dopiero w latach 1957-60, kiedy o secesji już nie wypadało pamiętać. A ta, spóźniona o prawie pół wieku, secesyjna słupska polichromia ma swoją bardzo ciekawą historię za sprawą jej autorów - słynnej rodziny malarzy sakralnych z Pelplina – braci Władysława, Kazimierza i Leona Drapiewskich oraz synów tego ostatniego – Tadeusza i Józefa. Mają te malowidła także swoją tajemnicę – zostały pomalowane farbami krzemianowymi zawierającymi potasowe szkło wodne.
Farby te wnikają w zaprawę i łącząc się z jej składnikami, kamienieją w mikrokrystaliczne struktury tworzące powłokę odporną na wodę, rozpuszczalniki, spaliny. Opatentowane przez Niemca Adolfa Keima w 1878 r. farby krzemianowe zastosował po raz pierwszy w Polsce na wielką skalę nestor rodziny Drapiewskich – Władysław. Działo się to w katedrze płockiej w latach 1904-1914. A więc potężną płocką katedrę i słupski kościół łączy ręka tego samego malarza oraz bardzo nowoczesna jak na tamte lata technologia farb mineralnych Keima.
Kim był Władysław Drapiewski?
Informacje są dość skąpe. Urodził się 12 listopada 1876 r. w Gackach. Naukę rzemiosła artystycznego rozpoczął u malarza Antoniego Szymańskiego. W 1899 r. został przyjęty do Międzynarodowej Szkoły Malarstwa Kościelnego w Kevelaer w Nadrenii kierowanej przez prof. Fryderyka Stummla. Był autorem ogromnej ilości polichromii ściennych (w około 122 kościołach) wykonanych pomiędzy 1890 a 1960 r. W 1958 r. malarz został odznaczony przez papieża Piusa XII krzyżem komandorskim św. Grzegorza. Zmarł 30 grudnia 1961 r. w Pelplinie.
To właśnie prof. Stummel po raz pierwszy zaczął malować ściany katedry w Pelplinie farbami Keima w 1894 r. Władysław Drapiewski mógł mu w tym dziele pomagać wraz z innymi studentami. Kilka lat później zupełnie nieoczekiwanie dostał zlecenie na pomalowanie katedry płockiej, co więcej zwyciężył w konkurencji ze słynnym już wtedy… Józefem Mehofferem.
Najlepszy projekt w konkursie na malaturę świątyni z 1901 r. przedstawił Józef Mehoffer, ale w wyniku różnicy zdań pomiędzy artystą a bp. Szembekiem, nie on stał się wykonawcą polichromii. Zadanie to otrzymał w 1904 r. Władysław Drapiewski, który do pomocy zatrudnił utalentowanego kolegę ze studiów Nicolasa Brüchera pochodzącego z Luksemburga. Pomimo wielu trudności (m.in. internowanie i zsyłka Drapiewskiego w czasie I wojny światowej), polichromia katedry została szczęśliwie ukończona. Szczególnie w scenie nauczania Jezusa artysta uwiecznił wiele znanych postaci, m.in. dyrektorki płockich szkół, księży, a nawet żebraków. W procesji aniołów w kaplicy Najświętszego Sakramentu przedstawiono najpiękniejsze płocczanki. Do wizerunków jako dziewczynka pozowała w katedrze Mira Ziemińska-Sygietyńska.
Wielkoformatowe sceny figuralne
Polichromia katedry płockiej utorowała Władysławowi Drapiewskiemu drogę do ogromnej ilości zleceń kościelnych, które coraz częściej realizował przy pomocy braci Leona i Kazimierza, a pod koniec życia także bratanków. Jednak to Władysław był twórcą projektów.
Na ogół były to wielkoformatowe sceny figuralne, z dekoracyjnie malowanymi elementami architektonicznymi, które do złudzenia naśladują kształty kolumn, podcieni, krużganków, stopni schodów. Trzeba stanąć z boku, by przekonać się, że malowidło jest płaskie.
Znakomicie operował Drapiewski światłocieniem, potrafił tak rozmyć barwy, że oglądający malowidło miał wrażenie, że jeszcze chwila a postaci spłyną z sufitu, albo ze ścian. Oglądając zdjęcia z bardzo wielu kościołów stwierdziłam, że bardzo lubił malarz motyw schodów prowadzących do tronu, znany z obrazów, fresków i malowideł malarzy renesansowych i twórców epok późniejszych. Te schody okrywa dywan z charakterystycznymi dla Drapiewskiego ornamentami. Cała rodzina Drapiewskich miała wyraźną słabość do secesyjnej dekoracyjności, bowiem prawie we wszystkich malowanych przez nich kościołach są ornamenty roślinne i aniołki z kolorowymi skrzydłami.
Dr Elżbieta Szalewska – znawczyni pomorskiej architektury opowiadała mi kiedyś, że jej matka pierwowzór polichromii słupskiego kościoła pw. Najświętszego Serca Jezusowego odnajdywała w kaszubskim kościele w Wielu. W tamtej świątyni bracia Władysław i Leon Drapiewscy oraz Nicolas Brücher wprowadzili stylistykę neorenesansową z ornamentami secesyjnymi. W pobliskich Swornych Gaciach niedaleko Chojnic stworzyli polichromię w stylu całkowicie secesyjnym. Poza tzw. programem liturgicznym związanym z postaciami patronów kościoła, malarze wszędzie w podobny sposób tworzyli ornamenty dekoracyjne, kwiatowe, liściowe, elementy ludowej stylizacji, no i oczywiście główki dziecięce jako twarze aniołków z przylepionymi kolorowymi skrzydełkami.
Aniołki – mali parafianie
W słupskim kościele panowie Drapiewscy pojawili się za sprawą proboszcza Wincentego Lesiaka, który rozpoczął posługę w 1952 r. Widocznie bardzo raził go widok pustych ścian, bo szybko starał się biały kościół pomalować. Władysław Drapiewski miał wtedy ponad 80 lat, a jego dwaj bracia niewiele mniej. Dzieła wykonania polichromii według pomysłów wuja podjął się Tadeusz Drapiewski. Jaki był udział leciwej trójki malarzy – trudno dziś ocenić, chyba, że któryś z parafian zapamiętał tamte wydarzenia.
Ponieważ we wszystkich kościołach Drapiewscy umieszczali w swoich polichromiach portrety mieszkańców, zapewne tak samo było w Słupsku. Twarze aniołków są zapewne twarzami małych parafian, portretowanych w latach 1957-1960, których warto byłoby dziś odnaleźć. O programie kościelnym polichromii trzeba by pisać długo, więc ograniczę się jedynie do telegraficznych skrótów. Centralne miejsce zajmuje postać Chrystusa z uwidocznionym sercem. Kościół widzi w nabożeństwie do Serca Jezusowego znak miłości Boga ku ludziom. Chce także rozbudzić w sercach ludzkich wzajemną miłość ku Bogu poprzez nabożeństwo. Postać Syna Bożego namalowana jest na ulubionym przez malarzy tronie stojącym na szczycie schodów. Tylko jedna nisza mieszcząca postaci jest prawdziwa, pozostałe tylko stwarzają złudzenie przestrzenności. Po obu stronach Chrystusa umieszczono czterech wielkich doktorów Kościoła Zachodu: Augustyna, Grzegorza, Hieronima i Ambrożego oraz apostołów Piotra i Pawła. Cały przekaz ma podkreślać ewangeliczną mądrość. Jakby przeciwwagą dla trudnego, intelektualnego programu malatury są kolorowe fragmenty kaszubskiego haftu ludowego, gwiazdki, chmurki i rozsiane po suficie twarze aniołków.
Historycy sztuki badający fenomen twórczości sakralnej rodziny Drapiewskich i jej niezwykłej wprost pracowitości, podkreślają umiejętność dostosowania malatury do nastroju wnętrza świątyń. Tak więc powstawały najrozmaitsze stylizacje, które miały wszędzie ten sam cel – zatrzymać wzrok wiernych i dać im przyjemność obcowania z pięknymi obrazami.
Jolanta Nitkowska-Węglarz


Zagadka z ołtarza


Zanim przystąpiono do remontu kościoła Najświętszego Serca Jezusowego w Słupsku dokonano inwentaryzacji i opisu całego kościelnego wyposażenia. Podczas opisywania przedsoborowego ołtarza w prezbiterium, zwrócono uwagę na tajemnicze symbole umieszczone w antepedium (bogato zdobione zakrycie lub zasłona mensy ołtarza). Na przedstawionej poniżej ilustracji znajduje się właśnie opisywane antepedium:


antepedium

Tajemnicze znaki to te umieszczone z lewej i prawej strony, w czymś na kształt złocistych rozet. Poniżej przedstawiono te symbole bez ozdobników:

alfa                                                                    omega


Początkowo znak z lewej strony odczytano jako literę M czyli jeden z najczęściej spotykanych symboli Matki Bożej. Idąc tą drogą znak umieszczony po prawej stronie odczytano jako odwrócone M czyli W. Idąc dalej tą drogą wysunieto przypuszczenie, że artysta lub bardziej rzemieślnik „zaliczył” pomyłkę albo był teologicznym ignorantem – litera W nie stanowi żadnego chrześcijańskiego symbolu. Ktoś oglądając te symbole wysunał tezę, że Słupsk leży blisko morza i litery oznaczaja Marynarkę Wojenną. No tak, tylko że kościół NSJ nigdy nie był kościołem garnizonowym, a jedyny związek światyni z armią jest taki, że podobno pan organista był kiedyś w wojsku... A zatem to nie ta droga.
Pomógł przypadek. Jeden z parafian, który kiedyś dawno, na studiach uczył się „greki” odczytał literę po lewej stronie jako A czyli „alfa”, a zatem symbol po prawej stronie powinien być „omegą”. Tyle, że ta grecka litera wygląda zdecydowanie inaczej.
Na ogół znaki „alfa i omega” czyli początek i koniec (nie tylko alfabetu greckiego) przedstawia się w następującej formie:

alpha_d


To są tak zwane duże litery czyli „duże alfa” i „duże omega”. Ale w języku greckim są także małe  litery:

alpha_m


Kolejna zagadka – symbol z prawej strony ołtarza przypomina „małe omega” ale symbol z lewej wcale nie przypomina „małego alfa”.
Po sięgnięciu do różnych źródeł – przede wszystkim tych umieszczonych w sieci, można powiedzieć, że Alfa i Omega najczęściej występują w złożeniu albo jako dwie duże litery albo jako duże alfa i małe omega. 
To ostatnie rozwiązanie zastosowano w tak zwanym chryzmonie – pochodzącym z pierwszych wieków chrześcijaństwa symbolu Jezusa Chrystusa. Należy tutaj podkreślić, że symbol ten był używany przez chrześcijan znacznie wcześniej od symbolu krzyża.

chryzmon

W uwspółcześnionej formie wygląda to tak:

a_o   lub tak:  alpha-and-omega

Zagadka w zasadzie rozwikłana. Pozostaje pytanie: dlaczego twórca opisywanych symboli nie zaokrąglił liter tylko zbudował je z lekko tylko zakrzywionych linii? Artyści i rzemieślnicy miewają swoje maniery... Znałem kiedyś murarza, który miał otynkować wnętrze kaplicy przedpogrzebowej w jednej z parafii. Kiedy doszło już do rozstrzygającej rozmowy, ksiądz proboszcz stwierdził, że powaga miejsca wymaga, aby tynki były co najmniej tak proste i gładkie jak tafla pobliskiego jeziora... No i pan murarz się wycofał. Do dzisiaj brzmią mi w uszach jego słowa: 
ja umiem tynkować - ale bardziej tak na okrągło”. Konkluzja jest taka: widocznie pan rzemieślnik od ozdób na  antepedium nie potrafił „bardziej tak na okrągło”.
tk

Baner_1




j
Copyright © Parafia Najświętszej Maryi Panny Królowej Różańca Świętego w Słupsku & Parafia Najświętszego Serca Jezusowego w Słupsku